Obie po polonistyce, obie ambitne i twórcze. Całe życie zawodowe związały z instytucją, która obecnie obchodzi swoje 70-lecie. Mowa o Danucie Szymońskiej i Wiesławie Wykurz - dyrektorkach Zakładowego Domu Kultury HiL. To one też przeprowadziły instytucję przez transformację systemową i wyznaczały kierunki, które Ośrodek Kultury Norwida isnpirują do dziś. Posłuchajcie rozmowy Katarzyny Kobylarczyk z obecnym dyrektorem Norwida Jarosławem Klasiem oraz wspomnień obu dyrektorek.
Transkrypcja nagrania:
Katarzyna Kobylarczyk
Nowohuckie Archiwum Społeczne Ośrodka Kultury Norwida przedstawia podcast z serii „Nowohucianki”. Nazywam się Katarzyna Kobylarczyk i gromadzę dla Państwa opowieści i wspomnienia o Nowej Hucie. Dziś zapraszam na odcinek zatytułowany „Dyrektorki”.
Spotykamy się dzisiaj z okazji siedemdziesięciolecia Ośrodka Kultury Norwida, dawnego Zakładowego Domu Kultury Huty imienia Lenina, żeby przypomnieć Państwu i sobie sylwetki dwóch kobiet, dwóch kierowniczek i dyrektorek, Danuty Szymońskiej i Wiesławy Wykurz, jednych z pierwszych kobiet na tak wysokim stanowisku w nowohuckiej kulturze. Moim rozmówcą jest Jarosław Klaś, obecny dyrektor Ośrodka Kultury Norwida. Chciałam cię zapytać, jak to się stało, że kulturą w Nowej Hucie zaczęły rządzić kobiety?
Jarosław Klaś
Myślę, że nie było to takie oczywiste na początku, zważywszy, że pierwszymi kierownikami – bo tak funkcjonowało wtedy stanowisko, nie dyrektorami Zakładowego Domu Kultury – było, zdaje się, ośmiu mężczyzn najpierw, nim kobiety rozpoczęły rządy w Zakładowym Domu Kultury. Co ciekawe, w pierwszych latach ci dyrektorzy musieli się bardzo często zmieniać, ponieważ w latach sześćdziesiątych na pewno już w roku 1968, czyli w zasadzie około 12-13 lat po powstaniu Zakładowego Domu Kultury, już kierował tą instytucją Jan Żabicki, który był kierownikiem, dyrektorem bardzo znanym i który chyba stosunkowo długo pełnił tę funkcję. Więc pierwszych sześciu kierowników musiało faktycznie praktycznie co rok-dwa się zmieniać.
W kolejnych latach jeszcze jeden mężczyzna nastał nim stery w roku 1978. objęła Danuta Szymońska. To faktycznie było ciekawe, ponieważ po raz pierwszy kobieta stanęła na czele tej instytucji i w dodatku kobieta bardzo młoda, jak na tamten czas i tamten standard. Miała wtedy nieco ponad 30 lat, więc z pewnością był to jakiegoś rodzaju ewenement. My z perspektywy czasu już niekoniecznie dostrzegamy te zmiany. I bardzo szybko do tego tandemu dołączyła Wiesława Wykurz, która już w początku lat osiemdziesiątych pełniła funkcję kierowniczki artystycznej Zakładowego Domu Kultury, też wicedyrektorki, a później między 1983 a 1990 rokiem właśnie kierowniczki Ośrodka Kultury Kombinatu Metalurgicznego Huta im. Lenina.
Potem w latach dziewięćdziesiątych nastąpiła kolejna zmiana, panie ponownie zamieniły się na stanowiskach i tak było w zasadzie już do czasów nam bardziej współczesnych, kiedy instytucją do roku 2008 kierowała Danuta Szymońska. Wiesława Wykurz na stanowisku zastępcy dyrektorki Ośrodka Kultury Norwida pracowała do roku 2011.
Katarzyna Kobylarczyk
Zarówno Danuta Szymońska, jak i Wiesława Wykurz zaczynały pracę w latach siedemdziesiątych jako szeregowe pracowniczki Zakładowego Domu Kultury Huty im. Lenina. Z wykształcenia polonistki znalazły się w Nowej Hucie może troszkę przypadkiem. Pani Danuta Szymońska rozpoczęła pracę w bibliotece Zakładowego Domu Kultury Huty, zarządzanej wówczas przez Marię Butyter, o której słyszeli już Państwo w odcinku „Bibliotekarki”. Pani Wiesława Wykurz trafiła wprost do działu artystycznego. Zapytałam jej, jak wspomina ten czas.
Wiesława Wykurz
W 1974 roku po prostu szukałam pracy. Chciałam w szkole jako polonistka, tak jak zaczynałam pracować. Niestety nic nie było, dlatego że w trakcie roku to jest o to dosyć trudno. I spotkałam wtedy męża mojej koleżanki, też z roku koleżanki, Włodka Koniecznego, który w tym czasie był kierownikiem Zakładowego Domu Kultury Huty Lenina. No i spotkaliśmy się gdzieś tam przypadkiem i mówię właśnie, że jestem na etapie szukania pracy, no bo mam taką sytuację domową, która mnie do tego wręcz zmusza. Włodek do mnie mówi, słuchaj, no u mnie jest wakat w dziale artystycznym, przychodź. Ja mówię, dobra, Włodek, ale ja nigdy nie pracowałam w żadnym domu kultury. To po pierwsze. Po drugie, ja tylko na pół roku, dlatego że ja od nowego roku idę do szkoły pracować. On mówi, no pewnie, no oczywiście możesz na pół roku, zobaczysz. No i przyszłam właśnie od 1 lutego 1974 roku i zostałam do 11 listopada 2012 roku. Z tym, że potem jeszcze po tym 2012 roku jeszcze przez kilka lat, a właściwie dotąd, współpracuję z Ośrodkiem Kultury. Także to moje pół roku to się tak rozciągnęło na czterdzieści kilka lat, ale nie żałuję, nie żałuję.
W tym dziale artystycznym to zostałam wrzucona na naprawdę szerokie wody. Ja się dopiero, jak podpisałam angaż, dowiedziałam, że to jest jeden z najtrudniejszych działów w Zakładowym Domu Kultury. Dlaczego? Dlatego, że w dziale artystycznym skupionych było wtedy ponad 30 grup i zespołów twórczych.
Katarzyna Kobylarczyk
Wróćmy do rozmowy z dyrektorem Jarosławem Klasiem. Zapytałam go jaka była nowohucka kultura pod rządami Danuty Szymońskiej i Wiesławy Wykurz. Ośrodek Kultury Norwida, a wcześniej Zakładowy Dom Kultury, był przecież instytucją niezwykle dla Huty ważną.
Jarosław Klaś
Myślę, że bardzo różnorodna. Chyba tak jak nasza instytucja na przestrzeni lat właśnie była. Na pewno dynamicznie rozwijająca się. Ja widzę dwa nurty, które są takim rysem do dzisiaj dawnego Zakładowego Domu Kultury, dzisiaj Ośrodka Kultury Norwida. Pierwszy to animacja blisko ludzi. To są codzienne zajęcia, wydarzenia, w których uczestniczą mieszkańcy Nowej Huty. W latach, kiedy była to część kombinatu, z pewnością też pracownicy kombinatu metalurgicznego. I tutaj dziełem obu pań były programy kulturalne, programy aktywności kulturalnej adresowane właśnie do pracowników huty. I te programy cieszyły się bardzo dużym powodzeniem, ale też zdobywały różne prestiżowe nagrody w konkursach ogólnopolskich, organizowanych chociażby przez ówczesne Ministerstwo Kultury i Sztuki. Więc z pewnością był to program na wysokim poziomie, taki program też codzienny. Tutaj też oczywiście były olimpiady kulturalne i pracowników kombinatu, i pracowników mieszkających w hotelach robotniczych. Więc to z pewnością był ten jeden rys.
A drugi to była kultura na bardzo wysokim poziomie. Z instytucją współpracowało wielu artystów, ludzi kultury, którzy też tutaj zaczynali, a którzy są twarzami polskiej kultury do dzisiaj. Więc na pewno było to też ich rolą, ich zadaniem, jakąś misją tworzenia przestrzeni do tego, żeby te dwa nurty tutaj się rozwijały.
Więc myślę, że to był taki główny nurt, zwłaszcza jeszcze w tym okresie PRL-u, a później on się przeciągnął już na okres transformacji, przemiany, jakim instytucja podlegała i w końcu do Ośrodka Kultury Norwida i wprowadzenie nas już w tę instytucję, jaką znamy dzisiaj.
Katarzyna Kobylarczyk
Poprosiłam panią Wiesławę Wykurz, żeby opowiedziała, jak wyglądał jeden z fragmentów programu zakładowego Domu Kultury Huty, współpraca z pracownikami i pracowniczkami kombinatu metalurgicznego.
Wiesława Wykurz
Huta w pewnym [czasie], to były lata wczesne osiemdziesiąte, na pewno siedemdziesiąte. Liczyła, zatrudniała około 38 tysięcy pracowników. No to jest armia ludzi. Było też ponad 40 w sumie hoteli pracowniczych, gdzie mieszkały osoby spoza Nowej Huty i Krakowa. Każdy z pracowników merytorycznych Ośrodka Kultury był opiekunem merytorycznym wybranego wydziału czy zakładu. I te osoby, które inicjowały wewnątrz Huty i były autorami programów działalności kulturalnej dla pracowników, kontaktowały się z tą osobą u nas i wspólnie wtedy tworzyły naprawdę program. O, ja do dzisiaj pamiętam, ja miałam bardzo duży, to był zakład z symbolem TE, to był zakład energetyczny Huty, który z kilku wydziałów się składał. Jak się zadzierzgnęło te więzi, które były takie bardzo serdeczne, to czasami po pracy, przecież ciężkiej w sumie pracy, no to przychodził pan Jan Śpiewak, pan Antoni Fajkiel, pan Turbasa, przychodził, zasiadał, no i trzeba było rozmawiać, dyskutować, inicjować, wymyślać, no były to wspaniałe czasy.
Katarzyna Kobylarczyk
Kres tych wspaniałych czasów przypadł na moment transformacji ustrojowej w Polsce. Zapytałam dyrektora Jarosława Klasia, jaką rolę w przeprowadzeniu instytucji przez ten okres miały jej dyrektorki.
Jarosław Klaś
Myślę, że to był bardzo ciekawy, ale trudny okres. Wiadomo było, że huta już chyli się może nie tyle ku upadkowi, co jak wiadomo transformacja, czy w ogóle rewolucja, każda zjada własne dzieci, o ile huta była takim ważnym ośrodkiem Solidarności, no to później stanęła praktycznie na skraju bankructwa w początku lat dziewięćdziesiątych. No i wiadomo było, że konieczne tutaj są reformy, tak jak i to się działo w całym kraju. Wiadomo było, że zakład już nie może być matką czy ojcem całego miasta i nie może być już tego organicznego związku miasta i kombinatu, więc w pierwszej kolejności oczywiście odcinano te działalności, które nie wiązały się bezpośrednio z produkcją. Wiadomo było, że Dom Kultury już w strukturze huty, wtedy już Tadeusza Sędzimira, nie będzie mógł funkcjonować i trzeba było znaleźć jakieś rozwiązanie z tej sytuacji. To jest zresztą początek lat dziewięćdziesiątych w ogóle w Polsce, taki okres, kiedy domy kultury czy instytucje kultury nie mają się najlepiej. Wiadomo, że kultura jest tą pierwszą do wycięcia, kiedy tych środków brakuje. No i na pewno było to wyzwanie, co w tej sytuacji zrobić. Sporo zakładowych domów kultury wtedy też ulegało po prostu likwidacji.
Danuta Szymońska i Wiesława Wykurz bardzo mocno nad tym myślały i miały też bardzo innowacyjne pomysły, nawet jak na dzisiejsze czasy. Myślę, że wyprzedzające swoją epokę pojawił się wtedy taki pomysł, żeby Dom Kultury przejęła Fundacja, organizacja pozarządowa, która mogłaby prowadzić instytucję kultury, Dom Kultury. I chyba było trochę za wcześnie jeszcze na ten pomysł i było to za innowacyjne rozwiązanie. W związku z czym ostatecznie następowały tutaj różne pertraktacje, rozmowy i koniec końców w 1994 roku Rada Miasta podjęła taką uchwałę o przejęciu instytucji kultury pod swoją pieczę z dniem 1 stycznia 1995 roku. No i tak powstał Ośrodek Kultury Norwida. Tutaj podpisano specjalne porozumienie pomiędzy miastem a kombinatem, na mocy też którego przez pierwsze trzy lata działalność instytucji finansowana była solidarnie po połowie przez miasto i hutę. W związku z czym był to też, można powiedzieć, trochę taki prototyp partnerstwa publiczno-prywatnego, choć jeszcze huta była wtedy przedsiębiorstwem państwowym, już jakby przygotowującym się do prywatyzacji, ale jednak państwowym. Natomiast było to, myślę, dosyć precedensowe, ciekawe rozwiązanie w skali kraju.
Katarzyna Kobylarczyk
Zachowało się archiwalne nagranie zarejestrowane przez Monikę Kozioł-Sumerę, w którym Danuta Szymońska opowiada o tych wydarzeniach i losach zakładowych domów kultury w nowej rzeczywistości.
Danuta Szymońska
Po kolei zaczęły być likwidowane. Po pierwsze była polityka Balcerowicza, że koniec z tymi wszystkimi dodatkowymi funkcjami zakładów przemysłowych. One się powinny skupić na...
Głos męski
Czysto biznes, kapitał itd. Tak, tak i komercja. Żadne tam programy społeczne.
Danuta Szymońska
Właściwie ja mogę powiedzieć, że tak byłam wkurzona tym Balcerowiczem już wtedy, że wymyśliłam taką strategię, że zdobyłam różne wyniki finansowe i obliczyłam jakim procentem jest to, co Huta daje na kulturę w stosunku do ich obrotów. I to wyszło niesłychanie malutko. I z tymi wyliczeniami poszłam do aktualnego dyrektora, a wtedy dyrektorem był ktoś, kto się chyba Borowski nazywał. Jakiś taki ekonomista, jakiś nowy dyrektor po Pustówce był. I poszłam do niego i mówię tak, panie dyrektorze, chcecie zlikwidować dom kultury. A dom kultury to jest to, to, to - wymieniłam, powiedziałam, co? Mówię, ale spójrzmy na to ekonomicznie. Czy pan uważa, że rzeczywiście pan uratuje ten zakład pracy, jeżeli ta część promila, którą wydajecie ze swoich wpływów na dom kultury będzie dalej przy was? Mówię, nie, to jest absurd. Ja mówię, no właśnie, więc pozwólmy domowi kultury jakoś się przekształcić. Ja wtedy myślałam o fundacji, ale potem mnie przekonano, że fundacja to nie jest takie za dobre rozwiązanie i lepsze było to przejście do wydziału.
Z tym, że tak przeszliśmy wtedy, że było podpisane porozumienie między hutą a urzędem, że oni dają 50%, a miasto 50%. I przez parę miesięcy to tak rzeczywiście było, aż huta rzeczywiście znalazła się w tak jakby trudnej sytuacji ekonomicznej, że nie mogli wysupłać tych 50% i zaczęli zalegać.
Męski głos
To było w 80. latach, tak?
Danuta Szymońska
Tak. To jeden miesiąc, a to drugi, a to trzeci. No to już coraz gorzej było, bo to trzeba było i prąd płacić, i czynsze płacić nie było z czego. No i wreszcie miasto przejęło całość.
Męski głos
To z tego widzę, Danka, że Ty się w tej pracy bardzo odnalazłeś.
Danuta Szymońska
No niesłychanie. Wiesz co, jak tak popatrzę, to aż mi się wierzyć nie chcę, że tak mi się to wszystko udało, bo to tak mogę powiedzieć, że mi się udało.
Katarzyna Kobylarczyk
Nowe czasy oznaczały także nowe wyzwania, mówi Wiesława Wykurz.
Wiesława Wykurz
Pracy było moc, dlatego że ja już tutaj wcześniej wymieniłam tę pracownię animacji. Pojawiły się bardzo czasochłonne i pracochłonne formy, jak na przykład Nowohucka Wiosna Muzyczna, którą wzięłam pod bezpośredni nadzór, zwłaszcza dlatego, że ta muzyka i poezja zawsze były mi bardzo bliskie. I ten festiwal odbywał się zawsze w maju, bo to jest właściwie już pełnia wiosny. Wszędzie jest zielono, pachnąco, pięknie. I celem Nowohuckiej Wiosny Muzycznej była też prezentacja dorobku artystycznego środowiska Nowej Huty w różnych zabytkowych obiektach. Stąd właściwie nie wychodziliśmy z Bazyliki Ojców Cystersów, gdzie duże koncerty się odbywały. Między innymi prezentowaliśmy to nasze zaproszenie Nieszpory Ludźmierskie Jana Kantego Pawluśkiewicza do słów Leszka Moczulskiego. To był kościół św. Bartłomieja. Tam zazwyczaj z poezją już muzyka i poezja to tam się odbywała. Dworek Matejki oczywiście też. No i miejsca w plenerze. To był czas, kiedy scena była wystawiana w Alei Róż.
Katarzyna Kobylarczyk
A powiedz jak ośrodek zapamiętał swoje dyrektorki? Czy coś po nich tutaj zostało w duchu, w przedmiotach, artefaktach, w przestrzeni?
Jarosław Klaś
Myślę, że sporo – jakby rys, który nadały tej instytucji. To jednak jest praktycznie 30 lat wpływu kształtowania instytucji. Myślę, że to jest szmat czasu, który niewątpliwie też naznaczył naszą instytucję. Z pewnością taką rzeczą, którą ja widzę jest bardzo ambitne podejście. Nawet jak na instytucję lokalną, chociaż zlokalizowaną właśnie w dużym mieście. Przejawem tego było przystąpienie Polski do Unii Europejskiej. To jest jakby jeden z tych momentów, ale wcześniej jeszcze okres transformacji.
W 1992 roku powstaje pracownia animacji ekologicznej, która do dzisiaj działa w strukturze Ośrodka. I my współcześnie jakby w zasadzie już teraz mówimy o zielonych instytucjach kultury, ale to i tak jest jeszcze dosyć innowacyjne, choć już bardziej powszechne. Jak sobie pomyślimy o tym, że w zasadzie 30 lat temu, ponad 30 lat temu taka jednostka powstała w instytucji to było z pewnością coś wyjątkowego, zważywszy też, że instytucja była wtedy jeszcze w strukturze kombinatu. Więc to jest na pewno jedna rzecz, która z nami pozostaje i która trwa. Później mamy już okres stabilizacji systemowej w Polsce.
Już wiemy, że Polska przystępuje do Unii Europejskiej. I ośrodek bardzo szybko sięga po projekty europejskie. I to w charakterze lidera ogromnego projektu Nowa Huta, Nowa Szansa w ramach programu inicjatywy wspólnotowej Equal.
I tworzy też bardzo innowacyjne rozwiązania tworzenia miejsc pracy w sektorze kreatywnym. Coś, czym instytucje kultury do dzisiaj niekoniecznie się zajmują. Myślę, że to się spotykało też z dużym niezrozumieniem w tamtym czasie, dlaczego tego typu działania są podejmowane. Natomiast dzisiaj byśmy to nazwali: powstawały startupy. Więc to też wyprzedzało swoją epokę. Wtedy też mówiono o stworzeniu klastrów kreatywnych w Nowej Hucie. To jakby nawet dzisiaj wydaje się abstrakcyjne i niemożliwe. Do tego oczywiście ostatecznie nie doszło. Natomiast z pewnością ten rys sięgania po programy europejskie do dzisiaj jest obecny. I to kontynuujemy w ośrodku. Jesteśmy też partnerem, który jest rozpoznawalny. Dzięki temu jako partner zaufany, godny współpracy. I tutaj tą rękawicę podejmujemy. Więc mi się wydaje, że to z nami na pewno zostało. Jest jakimś dziedzictwem, które Danuta Szymońska i Wiesława Wykurz już nam pozostawiły.
Katarzyna Kobylarczyk
Wysłuchali Państwo podcastu „Dyrektorki”, zrealizowanego w Nowohuckim Archiwum Społecznym Ośrodka Kultury Norwida. Nazywam się Katarzyna Kobylarczyk, a o pracy dyrektorek opowiedzieli Państwu Jarosław Klaś, Danuta Szymońska i Wiesława Wykurz. Podcast powstał na podstawie nagrań Nowohuckiego Archiwum Społecznego oraz rozmowy z Danutą Szymońską zarejestrowanej przez Monikę Kozioł-Sumery.
Opiekę techniczną nad podcastem sprawował Przemysław Niemczewski.
Współpraca Barbara Pasterak.
Odcinek Dyrektorki powstał dzięki dofinansowaniu Rady Dzielnicy XVIII.
























